Czy to nie zaszkodzi klientom Tesli?

Coraz więcej firm dołącza do standardu NACS, czyli „wtyczki” zaprojektowanej przez Teslę na potrzeby ładowania swojej floty aut elektrycznych.

Problemem jest to, że pomijając fakt dużego wzrostu sieci ładowania Tesli o nazwie Supercharger, firma odblokowała swoje stacje ładowania dla innych firm i użytkowników nie posiadających tesli a inne auto elektryczne.

To był zaledwie początek całej historii i można powiedzieć wierzchołek góry lodowej, bo Tesla około rok temu zaproponowała swoje opatentowane złącze, nazywając je NACS  (North American Charging Standard) jako ogólno obowiązujący standard na rynku Północnoamerykańskim. 

Chyba sama Tesla nie spodziewała się takiego odzewu, a właściwie tak pozytywnego. Jak się okazuje w ciągu ostatniego roku rozpętało się prawdziwe szaleństwo, a producenci bardzo chętnie przyjmują jeden po drugim NACS jako swój przyszły standard ładowania. 

Praktycznie prawie wszyscy producenci i marki chcące sprzedawać swoje pojazdy EV na amerykańskim rynku już zadeklarowały i podpisały niezbędne umowy na to aby używać złącza Tesli w swoich samochodach elektrycznych.

To wiąże się jednak jeszcze z jedną rzeczą, która chyba została potraktowana nieco po macoszemu, również przez samą Teslę.

Takie rozwiązanie oznacza, że wszyscy ci producenci oraz co najważniejsze ich sprzedane na tamtejszym rynku elektryki zyskują dostęp do sieci ładowania Supercharger.

To z kolei oznacza że rzesza aut innych niż Tesle będą okupować ładowarki początkowo przeznaczone tylko dla pojazdów Tesli.
Pamiętamy zdjęcia z zapchanych Superchargerów, szczególnie w święta narodowe w USA, kiedy to widzieliśmy kolejki kilkudziesięciu Tesli stojących i czekających aby się naładować. 

Teraz wyobraźmy sobie, że aut jest kilka razy więcej, a niektóre z nich, chodzi o innych producentów, mając maksymalne ładowanie mocą powiedzmy 80 czy 100 kW stoją na Superchargerach dosłownie godzinami. Aby naładować auto z mocą max 80 kW, mające baterie na poziomie 75-80 kWh, potrzebujemy co najmniej 1,20 godziny, tak więc niestety może to być trochę strzał w stopę i to swoją własną, jeśli chodzi o Teslę.

Idealnie byłoby aby wszyscy producenci produkowali auta z maksymalną mocą ładowania na poziomie co najmniej 200 kW, wtedy sytuacja byłaby znacznie lepsza, baterie w technologii 800V również znacząco pomogłyby w takiej sytuacji, bo ładują się one dużo szybciej.

Najgorsze jednak może być to, że wszyscy hurtowo rzucą się w trasach lądować swoje EV w sieci Tesli, bo ma ona bardzo dobrą reputację, poza tym, naprawdę niezmiernie rzadko zdarza się aby Superchargery były nieczynne z powodu awarii. 

Jak będzie?
Zobaczymy. Ja jednak cieszę się że NACS przynajmniej na razie nie ma szans zagościć na naszym europejskim rynku. Choć inne marki mają dostęp do SuC Tesli również w Europie to kierowcy tych aut ładują się tu niezmiernie rzadko, to właściwie pojedyncze przypadki, a dodatkowo, nie wszystkie SuC są udostępnione dla Nie-Tesli.